Zaloguj się

Wspomnien czar-Moj pierwszy lin

 

      swit

To bylo trzydziesci pare lat temu.Byl piatek.Podekscytowany wracalem szybkim krokiem ze szkoly do domu,bo juz na drugi dzien,wczesnie rano,wraz z ojcem,naszym sasiadem i jego synem mielismy pojechac na rybki na nowa miejscowke.Samo popoludnie i reszta dnia  zapowiadala sie bardzo ciekawie.Szykowanie sprzetu i wszystkiego co zwiazane z wyjazdem,no i do tego jeszcze nocne polowanie na rosowki na skwerze w centrum miasta.Moja wedka byl trzyczesciowy kij bambusowy z malym kolowrotkiem z ruchoma szpula.W sklad zestawu wchodzil takze splawik z malego korka od wina z przeciagnietym gesim piorem dociazony tasma olowiana i haczyk.Juz po drodze ze szkoly
wyobrazalem sobie te okazy,ktore zwabione zaneta z bulki tartej,peczaku i platkow owsianych beda obgryzaly przynete .Do wieczora czas plynal mi w bardzo zwolnionym
tempie,bo zwyczajnie nie moglem sie doczekac.Ojciec kazal mi sie przespac i powiedzial,ze obudzi mnie jak bedziemy szli nalapac rosowek.Polozylem sie i nawet nie wiem kiedy zasnalem.Ze snu wyrwalo mnie delikatne szarpanie za ramie.Otworzylem oczy i usiadlem na kanapie.Okazalo sie, ze jest godzina trzecia trzydziesci,wiaderko z upolowanymi rosowkami stalo w korytarzu a na stole w kuchni czeka sniadanie.

Do lowiska bylo pol godziny jazdy.Bylo to jeziorko polozone posrodku pol uprawnych, otoczone niewielkim lasem,do ktorego prowadzila kilometrowa droga szutrowa.Na srodku jeziorka znajdowala sie plywajaca wyspa.Dojechalismy na miejsce,gdy zaczynalo switac.wypakowywanie klamotow chwile zajelo i poszlismy nad brzeg znalezcodpowiednie stanowisko.Ojciec wystrugal widelki,wrzucil troche zanety w upatrzone wczesniej miejsce i zaczal pompowac ponton.Ja z moim kolega mielismy lowic z brzegu na splawiki a oni z pontonu chcieli poszukac drapieznikow na spinningi.

Rozlozylem bambusa i zalozylem na hak dwa ziarenka peczaku. Zestaw powedrowal w zanecone wczesniej miejsce.Bylo cieplo ale niebo bylo zaciagniete chmurami.
Pamietam jak dzis,ze bylo calkowicie bezwietrznie i nie bylo widac nawet najmniejszej zmarszczki na zielonkawej tafli wody.Ojciec wraz z sasiadem oblawiali okolice
wyspy jakies pietnascie metrow od brzegu,wyciagajac co jakis czas na obrotowki niewielkie okonie.Wedki moja i mojego kolegi staly jak zaczarowane.zaczarowany

Postanowilem zmienic przynete. Zmniejszylem „grunt” i zalozylem na haczyk ciasto.Po chwili mialem branie i pierwsza rybka,srednich rozmiarow uklejka,zameldowala sie na brzegu. Rybki na ciasto braly wysmienicie. Co chwila wyciagalismy jak nie plotke to ukleje,tak na zmiane.Przynajmniej mielismy zajecie i sie nam nie nudzilo. Minelo troche czasu i sasiad wraz z moim ojcem podplyneli do brzegu. Postanowili,ze zjemy drugie sniadanie,ktorym beda kielbaski pieczone na ognisku. Zalozylem wiec
na haczyk rosowke,zarzucilem i biegiem szukac drewna na opal. Nazbieralismy patykow,ze starczyloby na dwa dni palenia. Poszedlem sprawdzic wedke i okazalo sie,ze z
duzego robaka zostal tylko kawalek.Zalozylem drugiego i zestaw wyladowal w tym samym miejscu,po czym wrocilem do pomocy w przygotowaniu paleniska… .Kielbaski byly
extra,troche przypalone ale kto na to zwracal uwage. Swietna zabawa.

Po zjedzeniu „spinningisci”ponownie wyplyneli w poszukiwaniu pasiakow a my powrocilismy do naszego lowienia. Ponownie zmienilem rosowke na zywa i do wody.Po jakims czasie splawik zaczal tanczyc,to sie przytapial,za chwile znowu zaczynal sie wykladac i bylem podekscytowany,bo wiedzialem,ze to branie lina a nigdy jeszcze tej ryby nie zlowilem. Czekalem obserwujac balet mojego splawika ,i dalej czekalem ,i jeszcze,bo ojciec powiedzial mi kiedys,ze lin lubi sie bawic i trzeba mu dac. Tak tez zrobilem i dawalem…i chyba troche za dlugo,bo nagle moje gesie pioro przestalo tanczyc. Poczekalem jeszcze chwile i wyciagnalem. Okazalo sie,ze haczyk byl pusty. Zaczelo kropic. Naciagnalem kaptur i zarzucilem wedke ponownie, dyskutujac z moim kolega jaki popelnilem blad i co zrobilem zle. Po jakims czasie splawik znow zatanczyl. Bylem bardzo spiety i obserwowalem w skupieniu cale to przedstawienie, modlac sie zeby tego nie zepsuc. Po chwili splawik lekko sie przynurzyl i zaczal spokojnie odplywac. Wtedy zacialem.Wedka sie ugiela i wiedzialem, ze mam rybe na koncu zestawu. Moja zdobycz troche probowala uciekac na boki i odzyskac wolnosc ale udalo mi sie ja bezpiecznie wyciagnac. Byl to linek okolo 20cm o pieknym oliwkowym odcieniu. Ale sie cieszylem. Pierwszy moj lin w zyciu. Chociaz byl maly to dla mnie byl olbrzymem, najwiekszym trofeum, najwspanialsza zdobycza, jaka udalo mi sie wyjac. Odhaczylemdelikatnie moja zdobycz i
zwrocilem jej wolnosc, bo jak sie okazalo moje monstrum bylo ponizej wymiaru ochronnego.

Deszcz zaczal padac dosc mocno i zapadla decyzja,ze bedziemy wracac do domu. Nic wiecej juz nie udalo mi sie zlowic. Szybkie pakowanie klamotow do bagaznika i
powrot do domu. Po powrocie,pelne wrazen opowiesci z wyprawy. Mimo,ze ten linek nawet nie mial wymiaru,to historie ta pamietam do tej pory i nigdy nie zapomne,bo to byl
moj pierwszy najpiekniejszy prosiaczek.

                                                                                                                                                          Kudlaty

Agencja Interaktywna:

Klub Polish Anglers Association (PAA) istnieje od 23 czerwca 2012 roku.
Wszelkie Prawa Zastrzeżone.
Kopiowanie artykułów i zdjęć bez uprzedniej zgody administracji portalu jest zabronione!
Copyright©2012-2014 www.polish-anglers-association.co.uk

Zaloguj się

or

Forgot your details?