Zaloguj się

Okiem początkującego – nęcenie

Kilka dni temu spotkaliśmy się większą grupą na łowisku komercyjnym celem pogaduszek i wspólnego łowienia. Łowisko stosunkowo łatwe z dużą ilością karpia i płoci. Nie znaczy to jednak, że ryby są gwarantowane. Mimo, iż większość obecnych nad wodą wędkarzy łowiła (niektórzy nawet nieźle), to byli tacy którzy brania mieli sporadyczne.

Pomińmy tutaj wędkarzy, którzy popełniali podstawowe błędy – np rzucali daleko pellet wagglerem i w ogóle nie nęcili, podczas kiedy ryby były stosunkowo blisko. Zamiast tego skupmy się na kilku podstawowych zasadach nęcenia, które chyba już znacie:

  • - zanęta musi mieć odpowiednia konsystencję,
  • - taktyka nęcenia musi być odpowiednio dobrana do warunków.

Pierwsza zasada została nam przypomniana bardzo szybko. Wysoka temperatura i silne słońce powodowały szybkie wysychanie zanęty. Głębokie łowisko natomiast nie wybaczało błędów w nęceniu: zbyt sucha zanęta skutkowała „rozbiciem” się koszyczka o wodę i utworzeniem chmury jedzonka przy powierzchni. Rezultat był widoczny od razu – brak zanęty na dnie powodował brak brań.

Zwilżenie zanęty w tym przypadku szybko przynosiło skutek w postaci ryb. Oczywiście na niezbyt głębokim łowisku, lub przy łowieniu blisko brzegu na wodzie 30-50cm nie miałoby to aż takiego znaczenia, jednak na wodzie dochodzącej do 18 stop głębokości nawet lekkie podeschniecie zanęty sprawiało różnicę.

Co zrobić żeby mieć zanętę o odpowiedniej konsystencji? Przede wszystkim musimy ją odpowiednio przygotować.

Przyznam się, że do niedawna po prostu wsypywałem zanętę i pellety do plastikowego pudełka i mieszałem z woda. Działało, a przynajmniej wydawało się że działa. Od pewnego czasu jednak zacząłem zwracać uwagę na to, żeby mieszać zanętę znacznie dokładniej, przesiewam przez sito, namaczam pellety. Ostatnio nawet kupiłem okrągła miskę, żeby wszystko równo namakało i dało się starannie wymieszać. Co zyskałem? Przede wszystkim powtarzalność – zanęta, a właściwie jej konsystencja jest identyczna za każdym razem. Ryb też jest więcej, chociaż wpływ na to ma znacznie więcej czynników.

Wracając do zanęty: ważne, żeby na początku mieszanki nie przemoczyć – zawsze można dodać wody, znacznie ciężej jest tą wodę usunąć.

Oczywiście przygotowanie zanęty to nie koniec – musimy ją jeszcze w odpowiedniej konsystencji utrzymać przez cały czas naszego łowienia. Ważne jest więc przykrywanie pojemnika, aby zanęta wolniej wysychała. Starajmy się też trzymać ja w cieniu. Od czasu do czasu będziemy jednak musieli ją oczywiście zwilżyć.

Druga sprawa to taktyka nęcenia. W poprzednim wpisie wspomniałem o problemie niedostatecznego nęcenia. O ile wtedy powodowało to brak ryb… to tym razem skutek był nieco bardziej skomplikowany.

W przypadku metody, brak zanęty docierającej do dna oznaczał brak karpi – tutaj sprawa była prosta.

Jednak łowiąc na spławik nęciłem „mało i często” niewielkimi grudkami zanęty, oraz białymi robakami. Wstrzelenie kila razy 5-6 robaków z procy powodowało natychmiastowe pojawienie się ławicy płoci. Robaki były zjadane praktycznie natychmiast po wpadnięciu do wody. Łowienie na waggler wymagało wiec troszke innego podejścia niż normalnie – wstrzelenie robaków i natychmiastowe zarzucenie w to samo miejsce oznaczało branie z opadu! Oczywiscie dobrze skonstruowany i wyważony zestaw to tutaj podstawa – bez tego nawet brania nie zauważymy. Opanowanie taktyki zajęło mi kilka minut, ale wynik był niesamowity. Złowione płocie przestałem liczyć bardzo szybko. Większość ryb była niewielka, ale kilka powyżej 25cm też się trafiło.

W przypadku zestawu wagglerowego który leżał już na dnie, wstrzelenie 5-6 robaków powodowało jedynie ogromna ilość „line bites” – płocie ścigające się do robaków po prostu uderzały w żyłkę. Robaki do dna nie docierały. Wstrzelenie wiekszej ilosci robaków (ok 20-30), powodowało, że ryby obniżały się podąrzając za opadającym pożywieniem. Efektem były brania płoci z gruntu. Była to taktyka znacznie wolniejsza niż łowienie z opadu, w dodatku ryby szybko zaczynały żerować mniej agresywnie i ilość brań widocznie spadała.

Nęcenie gródkami zanęty miało podobny efekt w zależności od jej konsystencji. Zanęta zbyt sypka rozbijała się o wodę, pozwalając na łowienie z opadu, natomiast wilgotniejsza docierała do dna przyciągając tam żerujące płocie.

Jak więc łowić w takich warunkach karpie? Rozwiązaniem było połączenie obu metod nęcenia. Wystrzeliwanie niewielkiej ilości robaków pozwalało utrzymywać płocie przy powierzchni, z dala od leżącego na dnie haczyka. Jednocześnie wrzucenie większej kulki wilgotnej zanęty w okolice spławika pozwalało na nęcenie ryb żerujących przy dnie – karpi właśnie.

Czy ta technika będzie jeszcze kiedyś przydatna? Nie wiem, może zadziałała tylko raz w tym konkretnym dniu i miejscu. Pokazuje to jednak, jak ważne jest dobranie prawidłowego nęcenia do warunków, oraz eksperymentowanie w przypadku kiedy nie osiągamy zadowalającego rezultatu.

Dodaj komentarz

Agencja Interaktywna:

Klub Polish Anglers Association (PAA) istnieje od 23 czerwca 2012 roku.
Wszelkie Prawa Zastrzeżone.
Kopiowanie artykułów i zdjęć bez uprzedniej zgody administracji portalu jest zabronione!
Copyright©2012-2014 www.polish-anglers-association.co.uk

Zaloguj się

or

Forgot your details?