Zaloguj się

Brzana, brzana, brzana i jeszcze raz brzana (część V)

 Chyba jedna z moich ostatnich letnich zasiadek na rzece Trent w poszukiwaniu brzany! Tym razem umówiłem się z Pawłem i Martenym na jedna nockę, lecz mój brak cierpliwości spowodował ze wylądowałem na łowisku dzień wcześniej i postanowiłem zostać. Zadowolony z mojej ostatniej sesji oraz zmuszony dużą liczba wędkarzy, postanowiłem wybrać to samo miejsce, co ostatnio. Rozłożenie sprzętu nie zajęło mi długo i cieszyłem się ze nie musze dźwigać wszystkiego kilkaset metrów w stronę tamy. Niestety kolejne kilkanaście godziny przyniosły duże rozczarowanie w postaci jednego delikatnego brania i kompletnego braku ryb w podbieraku. No cóż przynajmniej wyspałem się w piękna i bardzo ciepła jak na ta porę roku noc.

alt

Kolejny dzień to duża zmiana na łowisku. Około południa wszyscy wędkarze znikli i miejscówka przy samej tamie zwolniła się. Zawsze chciałem tam wędkować, dlatego nie czekając długo postanowiłem się przenieść. Niestety nie było to łatwe i musiałem wędrować trzy razy żeby wszystko zabrać. Po rozłożeniu sprzętu nie musiałem długo czekać na pojawienie się Pawła z kolega. Rozłożyli namiot zaraz obok mnie, zastanawiając się czy przypływ nie zaleje ich stanowiska. Wędki powędrowały do wody i czekaliśmy na brania. Pierwsze branie przypadło mojej wędce uzbrojonej w Peperami i udało mi się złapać mała brzankę.

 alt

Następny był piękny okoń złapany przez kolegę Pawła, który spiningowal w okolicy moich wędek.

alt

Gdy już się ściemniło pojawił się Marteny z dwoma kolegami, ale brak miejsca spowodował ze dwóch z nich powędrowało rozłożyć się trochę dalej. Marteny rozłożył swoje wędki zaraz obok mnie i już po kilku chwilach złapał brzanę na swojska kiełbasę wyprodukowana przez jego mamę.

alt

Kolejna ryba przyniosła niespodziankę Pawłowi! Tym razem jego sygnalizator zagrał i walka przyniosła mu jego nowy PB!

alt

Rozpaliliśmy BBQ i niestety rozpadało się zmuszając nas do siedzenia w namiocie. Po kilku godzinkach postanowiłem położyć się lecz ciągle grające alarmy martenego przerywaly mily sen kilka razy. Nie za bardzo interesowalem się, co dzieje się na lowisku jako ze moje alarmy były bardzo cicho i w takim nastroju przespalem noc bez zadnego brania. Po przebudzeniu dowiaduje się ze kilka pojedynczych sztuk padło tu i tam. Nie było żadnej rewelacji, ale przynajmniej miałem szanse powedkowac w miejscu, w którym zawsze chciałem. Przed wyjazdem chłopaki próbują jeszcze spiningowal, ale bez skutecznie. W momencie, kiedy zaczynamy zwijać nasze graty miejscówka jest już zarezerwowana przez następne osoby, które pozostaną tu na kolejne dwa dni. Nie zostaje nam nic innego jak życzyć im powodzenia i rozjechać się w swoich kierunkach.

Skomentuj ten wpis w systemie komentarzy poniżej i podyskutuj w temacie na naszym FORUM.

Dodaj komentarz

Agencja Interaktywna:

Klub Polish Anglers Association (PAA) istnieje od 23 czerwca 2012 roku.
Wszelkie Prawa Zastrzeżone.
Kopiowanie artykułów i zdjęć bez uprzedniej zgody administracji portalu jest zabronione!
Copyright©2012-2014 www.polish-anglers-association.co.uk

Zaloguj się

or

Forgot your details?