Zaloguj się

Węgorzowe gestapo – elitarna jednostka eksterminacyjna

Ta historia zdarzyła się w tym roku, gdzieś na początku sezonu wędkarskiego. Nawet nie pamiętam kiedy, ale wiem doskonale, gdzie. O właśnie tutaj.

Była to jedna z tych pierwszych, ciepłych nocy, które przesiedziałem sam nad Tamizą polując na węgorza. Księżyc w nowiu, prosty zestaw gruntowy, cisza. Pamiętam, że przed północą wyjąłem pierwszego węgorza, chwilę później dwa kolejne. Niewielkie sztuki. Ale udane łowienie. Parę fotek, mierzenie, ważenie. Węgorze odpłynęły, a ja zacząłem się składać do domu. Węgorz jest pod ścisłą ochroną na Wyspach Brytyjskich.

W czasie drogi szedłem ścieżką otoczoną z obu stron drzewami. Dróżka była wąska a korony drzew tworzyły zamknięty z każdej strony korytarz. Usłyszałem gdzieś w krzakach od strony wody polskie głosy. Hah, nasi są, łowią, zagadam. W krzakach nad wodą siedziało dwóch typów, na oko koło czterdziestki.

- Siema, siema, jak tam, wporzo, biorą?

- E tam – wymieniliśmy uprzejmości i podszedłem bliżej. Dwóch tęgich chłopa siedziało na trawie. Twarze wskazywały, że chłopaki więcej czasu spędzili w życiu w ZK w Tarnowie niż nad wodą. Sprzętu wędkarskiego mieli od groma, bo tak: dwie litrówki Kapitana Morgana, parę browarów, jakieś reklamówki i bajzel ogólnie burdel dookoła i tragedia.

- Na co panowie polujecie? – zagaiłem.

- Na wszystko. Ja tam każą rybę zjem, hehe. – odparł Pierwszy.

- Hehe – zawtórował mu Drugi.

- Hehe – nie byłem dłużny - A tak na serio? – pytam. Ciężka sprawa z typami. Twarz niezmącona myśleniem. Tacy to spokojnie śpią.

- Wiesz, ja to węgorza najbardziej lubię, ale młodego. Stary jebie mułem. A żona znowu leszcza wędzonego. Bo my wędzimy, hehe. – rozkręcił się Pierwszy.

- Ta, wędzimy, hehe – potwierdził Drugi.

- Zajebałem kiedyś taką beczkę z firmy od siebie co robiłem i zrobiliśmy na ogródku wędzarnie. Wszystko wędzimy, węgorze zwłaszcza, patrz – na dowód wyjął telefon i pokazuje mi zdjęcia. Jakaś melina na fotce. W melinie posadzka. Na płytkach leżą węgorze. Osiem martwych węgorzy. Dwa prawie metrowie, na oko, sześć małych.

- Patrz, te dwa prawie metrowe, hehe – zgadł moje myśli Pierwszy.

- Ta, hehe, metrowe – potwierdził Drugi.

Reading to niewielkie miasto, pełne Polaków. Jest polski kościół, kilka jak nie kilkanaście polskich sklepów. Polskie szkoły, puby, restauracje i firmy. W sobotę wszyscy Polacy wybierają się do centrum na zakupy. Deptak tętni życiem, obwoźni sprzedawcy handlują badziewiem. Inni rozkładają się z mobilną gastronomią i zewsząd dochodzi zapach smażonych kiełbasek, cebuli, kurczaków. Żona wtedy mówi do mnie: Może zjemy dziś na mieście? Tak ładnie pachnie…

A ja już sam nie wiem, czy to jeszcze zapach smażonej kiełbasy i hamburgerów, czy może Węgorzowe Gestapo miało udaną noc i gdzieś tam za chamskim, drewnianym płotem smażą właśnie węgorze.

Tekst i zdjęcia Konrad @Konrad Zieliński

Skomentuj ten tekst poniżej lub podyskutuj o tym na naszym forum w temacie: Węgorzowe gestapo – elitarna jednostka eksterminacyjna. Jak zawsze zapraszamy na nasz profil na : PAA na Facebook!


Dodaj komentarz

Agencja Interaktywna:

Klub Polish Anglers Association (PAA) istnieje od 23 czerwca 2012 roku.
Wszelkie Prawa Zastrzeżone.
Kopiowanie artykułów i zdjęć bez uprzedniej zgody administracji portalu jest zabronione!
Copyright©2012-2014 www.polish-anglers-association.co.uk

Zaloguj się

or

Forgot your details?