Zaloguj się

Trent – wyprawa Janusza i Szymona – ale połapali

Witam serdecznie koleżanki i kolegów. Chciałbym Wam przedstawić krótką relację z wyprawy na Trent.
Data wyprawy była wciąż wielką niewiadomą… lecz zdecydowaliśmy się z Szymonem na 1 listopada.
Mieliśmy duzą nadzieję na dobre wyniki, ale należy pamiętać, że rzeka Trent rządzi się swoimi prawami i nie zawsze daje nam ona tego, czego byśmy oczekiwali.
Do tej rzeki nabrałem bardzo dużego szacunku – dzięki czemu, Ona również odwdzięcza się dobrymi wynikami. Choć tydzień wcześniej złowiłem tylko jednego leszczyka.
Definitywnie moja kochana rzeka uczy pokory… W każdym momencie, kiedy wydaje się, ze opanowaliśmy tę rzekę w wędkarskim rzemiośle… Ona sprowadza nas dużym kopniakiem, w postaci Blanku- na ziemie.

Wracając do samej wyprawy- dotarliśmy z Szymonem na miejsce około 8 rano. Stan rzeki był bardzo niski – jak wiadomo Collingham Wier jest odcinkiem rzeki który przyjmuje odpływy i przypływy- i to aż do 1.5 metra ! Trzeba uważać :)
Szybko zaczęliśmy pakować nasze rzeczy na wózki i HEJA do przodu… Walczyliśmy z Szymonem jak lwy podczas przeprawy od parkingu do słynnych stanowisk 1-9a – aby jak najszybciej zacząć wędkowanie. Po godzinie, obozowisko rozbite i zestawy lądują w wodzie.

Przyjęliśmy z Szymonem taktykę „wolnego spiningu” tuz przy samym murku obok progu wodnego. Miejsce to było dostępne do spiningowania przez cały dzień… kiedy tylko któryś z nas miał ochotę, brał spining w rękę i brał się do roboty. Ja z Szymonem, ustawiliśmy wędziska na stanowisku nr 2 i 3.
Po 20 minutach melduje się mój pierwszy szczupak na niezawodną gumę Savage Gear Real Ell. Szczupak mierzył około 75cm.

Po następnych kilkudziesięciu minutach, na macie ląduje następna sztuka podobnych rozmiarów :) Trzeba przyznać, że szczupaki na tym odcinku rzeki są w doskonalej kondycji, dzięki czemu oddają calą swoją moc podczas walki. Chociaż potrafią też ugryźć wędkarza, który nie jest zbyt ostrożny podczas wyhaczenia killera.

Po 2 szybkich szczupakach nastala chwila przerwy. Mogliśmy z Szymonem chwilkę odpocząć. W ostateczności złowiliśmy 4 szczupaki- wszystkie podobnych rozmiarów. Choć trzeba przyznać, że trochę musieliśmy się namachać. Gorąca herbata dodała energii i humoru, czego dowodem jest poniższe zdjęcie Szymona ala El chemika !

Pierwszy odzew od Królowych Rzek nastąpił po kilku godzinach. Lądujemy pierwszą brzanę. Ryba została wyholowana z dużego dystansu… wręcz z pod samego progu wodnego. Problemem okazały się dużej ilości zaczepy.

Po zacięciu ryby, trzeba było podciągnąć rybę 10-15 metrów, jak najszybciej tylko się da. Taaaa… Łatwo powiedzieć ?! Brzana i szybkie holowanie to złe połączenie. Ale po 2 straconych rybach- opanowaliśmy z Szymonem tą technikę i pozwoliło nam to wyholować kilka brzan.
Problemem okazywało się również dorzucenie zestawu na tak duzą odległość. Z obciążeniem 140 gram nie było to wcale takie łatwe… Po kilkunastu rzutach, dłoń odczuwała wszystkie naprężenia. Ale kto jak nie my ? Albo my- albo one !

Następnie nastala krótka przerwa w braniach. Wykorzystałem to na przyniesienie kilku ostatnich rzeczy z samochodu. Podczas powrotu, zauważyłem Szymona idącego w moja stronę…
Pomyślałem, że pewnie złowił jakiegoś wielkiego Mostera, kiedy ja, oczywiście byłem przy samochodzie i ominęła mnie cala zabawa.
Rzuciłem w kierunku Szymona – Co jest ? Coś się stało ?
Nie uwierzysz co się stało ! – Szymon odkrzyknął.
Już w mojej wyobraźni widzę tę Brzanę 9kg wagi lezącą na macie- czekającą na zdjęcie.
Szymon szybko sprowadził mnie na ziemie: „Twoja wędka jest złamana…. myślałem, że go zabije.”

Okazało się, że łabądz wpłynął w zestaw i tak niefortunnie pociągnął za żyłkę, że wędka strzeliła w pół.  Na szczęście była to stara wędka wygrzebana ze strychu… więc dużej straty nie było :)
Szybką sesję zdjęciową ze złamanym wędziskiem, przerwał następny odjazd brzany! Na szczęście królowa rzek chciała mi wynagrodzić stratę starej wędki :)
Przy samym brzegu, rybka tylko pokiwała płetwą i rzuciła coś w stylu: „Don’t worry, be happy” – Więc szybko zapomnieliśmy o złamanej wędce :) Z dużym uśmiechem na twarzy pozowaliśmy do następnego zdjęcia.

Późnym wieczorem wziąłem spining w rękę… udało się wyholować grubego szczupaka o długości 92 cm i wadze 6.5kg :) Ale był grubasek :)

Nastal zmrok… rzuciłem w kierunku Szymona: Szymon ! Twoja kolej! Czekam na Twoje brzany…
Szymon spojrzał w moją stronę i powiedział: JUŻ SIĘ ROBI !

Uwierzcie mi- kiedy Szymon coś mówi – to możesz być pewien, że nie rzuca slów na wiatr. Po 20 minutach zacina piękną brzanę! Walka była bardzo wyczerpująca. Brzana nie dawała za wygrana. Lecz doświadczenie Szymona wygrało z rybą po drugiej stronie żyłki. Szybkie mierzenie, ważenie i powrót brzany do wody. Po 2 minutach, kolejny odjazd Szymona !!!! Chłopak nawet nie zdołał odpocząć po ostatnim holu. Nikt nie powiedział, że będzie łatwo ! Na macie ląduje kolejna piękna sztuka. Wielkie gratulacje dla Szymona… była to piękna walka :)

Nad samym ranem udaje się wyciągnąć jeszcze jedną brzanę. I to była ostatnia królowa tamtej sesji. Noc minęła bardzo szybko…. poranek przywitał mnie oto takim widokiem z mojego Bivy:

Podczas tych 24h udało nam się wylądować 8 brzan, 6 szczupaków i jednego sandaczyka. Trent okazał się dla nas bardzo łaskawy. Uważam, że był to dobry wynik.
Chciałbym bardzo podziękować Szymonowi za wspaniałą kolejną wędkarską przygodę.  Uwierzcie mi, Wędkowanie w takim towarzystwie pozostaje długo w pamięci.
Wspólna sesja zakończyła się bardzo szybko i już myślimy o kolejnej wyprawie nad tajemniczy Trent !
Chciałbym również podziękować Johnowi Motty  Mott z GW Rig Solutions za wszystkie wskazówki podczas przedostatniej sesji. Wasze przynęty zrobiły robotę !

Agencja Interaktywna:

Klub Polish Anglers Association (PAA) istnieje od 23 czerwca 2012 roku.
Wszelkie Prawa Zastrzeżone.
Kopiowanie artykułów i zdjęć bez uprzedniej zgody administracji portalu jest zabronione!
Copyright©2012-2014 www.polish-anglers-association.co.uk

Zaloguj się

or

Forgot your details?