Zaloguj się

Przeczucie

Tej niedzieli nie wybieralem sie na ryby… Było co prawda kilka propozycji, ale portalowy wyjazd do Dartford był jak dla mnie trochę za długi, a lokalne deadbaitowanie przewidziane przez Kamila na lokalnym łowisku jakoś mnie nie przekonywało.

Poza tym nasze wody klubowe przybraly na tyle, że praktycznie zostalismy odcięci od świata. Kiedy w sobotni wieczór zauwazylem “ogłoszenie” naszego admina Przemka, że poszukuje kompana na poranne niedzielne klenie, pomyślałem, że warto było by spróbować. Tymbardziej, że wcześniej już próbowałem umówić się z nim na lekcje ” kleniowania”. Do tego padła propozycja omówienia kilku spraw klubowych. Benefitem było to, że mieściłem się w jego kryteriach wyszukiwania, żeby było jaśniej wkleję oryginalną treść anonsu:

Idę jutro na klenie. GUC, River Gate. Chętnie spotkam się z wędkarzami między 20-tym, a 60-tym rokiem życia…

Umówiliśmy sie na 7 rano, ale, że droga była krótsza (a raczej szybsza) niż sie spodziewałem , na łowisko zajechalismy jeszcze przed świtem. Po krótkiej pogawędce o tym i o tamtym , rozłożeniu sprzętu, nastąpiła krótka  „demonstracja sily”. Moich kilka, okazało się, kleniowych woblerków kontra średniej wielkosci sklep wędkarski w plecaku i pudełkach Przemka. Szczęśliwym dla mnie trafem trafilem na promocje, dostałem dwa woblerki gratis i nic nie musiałem kupować – dzięki Przemek.

Podejscie do pierwszej „rzeki”  wprowadzilo mnie w konsternację, jako, że w letniej porze można by ją wziąć okrakiem, w tej chwili wystąpiła z brzegów i można ją przeskoczyć, ale bez rozpędu. Okazalo sie, że to nie jest żart i Przemek zaczął obrzucać miejscówy. Z powodu braku wprawy na małych odległosciach i generalne zwątpienie wędkowałem raczej asekuracyjnie starając się jak najwiecej podpatrywać Przemka, który to swoim indiańskim zwyczajem skradał sie bezszelestnie od źdźbła do źdźbła trawy. Co by nie mówic, widać było, że to rzemiosło nie jest mu obce. Pierwsze Przemkowe uderzenia ryb na prostce wzmogły moją czujność.

Na rozwidleniu strumyka uzgodnilismy, że spróbuje przedrzeć sie na małą wysepkę i obłowić jej drugą stronę. Przedarłem sie, ale rzucić nie zdążyłem. Przemek zapiął pierwszego klenia w dołku tuż obok mojej wysepki.

Krótka sesja zdjęciowa, ryba odpływa. Przemek oddycha z ulgą ratując honor i leczy mnie z wczesniejszej konsternacji.

Kolejna godzina upływa na obławianiu zaułków wspomnianej rzeczki.

Bez wiekszych sukcesów, oprócz pięknego okonia zapiętego znowu przez gospodarza.

Przez cały czas starałem sie wyciągnąć od Przemka jak najwiecej informacji na temat połowu kleni. Zagadywałem go na tyle, że mógłbym się pokusic o stwierdzenie, że wiem już wszystko.

Po przejsciu na GUC oczom moim ukazał sie kanał. Taki sam jakich mamy przynajmniek kilkaście kilometrów na swoich łowiskach i które regularnie omijam jako jedne z najmniej ciekawych wód. Co jakiś czas staramy sie obrzucac zarośla i zatopione gałęzie na przeciwległym brzegu, ale bez wiekszych rezultatów. Znowu zaczynam wątpić, ale mając cały czas okazję do wyciągania od Przemka kolejnych „tajemnic” staram sie nie narzekać. Na dłuższą chwile przystajemy na jednym z szerszych zakoli nieopodal młynu (tak mi sie wydaje). Po kilku rzutach Przemek znowu zapina kolejną „kluskę”. Tym razem mieliśmy kilkoro kibiców w postaci przechodniów korzystających z dość ciepłego dnia i promieni słońca przebijających sie przez chmury od czasu do czasu.

Kolejna sesja ryba w wodzie oklaski i pochwały.

Postanowiliśmy rzucic jeszcze kilka razy. Po jednym z kolei rzucie poczułem energiczne uderzenie. Wiedziełem, że to nie może byc zaczep, bo prowadziłem przynęte tym samym torem kilka razy. Następny rzut i poprawka. Tym razem energiczny odjazd, srebrny kształt tuż pod powierzchnia.

Już lepiej być nie mogło. Tego dnia wielkość  nie miała znaczenia.

Kibice dopytywali jaka to Fish, zdjęcia, oklaski i do wody. Dzień zaliczony.

Ale nie dla Przemka. Mamy przed soba kilka „bankówek”. Na kolejnego klenia musieliśmy czekac może z 10 minut. Tym razem branie po naszej stronie przy barce.

Podobna wielkość, krótka walka, sesja  i do wody …

Rzucaliśmy jeszcze może z pół godziny. Było koło 2-giej kiedy postanowiliśmy wracać. Wracaliśmy rozmawiając o kleniach, wedkarstwie, klubie i o dniu dzisiejszym, który oboje zgodnie uznaliśmy za jak najbardziej udany. Okazało sie, że był to pierwszy dzień Przemka od dluższego czasu, który nie skończył się „blankiem”. Powiedział mi :

- Wiesz, miałem przeczucie od jakiegoś czasu, takie wędkarskie, żeby wybrac sie wreszcie nad wodę. I to przeczucie wypchnęło mnie dzisiaj z domu…

Nie wiem czy ja miałem przeczucie, czy, to tylko zwykłe zrządzenie losu, ale normalnie nie odpowiadam na ogłoszenia matrymonialne. Dzięki Przemek. Do następnego razu.

 

Tekst: Hubert @Hubert Ogiński
Zdjęcia: @Hubert, @Przemek Szymański

Skomentuj ten tekst poniżej lub na naszym forum w temacie: Przeczucie. Jak zawsze zapraszamy na nasz profil: PAA na Facebook!

Dodaj komentarz

Agencja Interaktywna:

Klub Polish Anglers Association (PAA) istnieje od 23 czerwca 2012 roku.
Wszelkie Prawa Zastrzeżone.
Kopiowanie artykułów i zdjęć bez uprzedniej zgody administracji portalu jest zabronione!
Copyright©2012-2014 www.polish-anglers-association.co.uk

Zaloguj się

or

Forgot your details?