Zaloguj się

Moja największa ryba

Relacja z pierwszego połowu na Kennet River, rzut oka na agencje pracy w UK i o wielopokoloniowej rodzinie z bogatymi tradycjami wędkarskimi. River Kennet to rzeka w południowej Anglii obejmująca hrabstwa Berkshire i Wiltshire.

Źródło bierze w Swallow Spring i stanowi dopływ Tamizy w Reading. Polskiej społeczności od jakiegoś czasu River Kennet kojarzy się ze śmiercią znanego w ćpuńsko-złodziejskim półświatku dwudziestosiedmioletniego Maćka, Polaka, którego ciało wyłowiono kilka miesięcy temu. Co dowcipniejsi wędkarze do dziś pytają nad wodą – Jak tam, łowisz na żywca, czy na Maćka?

Zanim zamoczyłem kijem, dzień wcześniej zrobiłem obchód rzeki po południowej stronie. Strona północa Kenner River należy do RDAA i wędkowanie tam wymaga specjalnej, dodatkowej licencji klubowej. Południowa zaś jest dostępna dla wszystkich, przynajmniej na znakomitej długości w południowym Reading. Niby centrum miasta, otoczone fabrykami, centrami handlowymi i osiedlami mieszkalnymi, ale znaleźć tu można wiele spokojnych, cichych miejsc, niepasujących do małomiasteczkowego gwaru. Idealnych do spokojnego łowienia.

No cóż, rzeka. Na pierwszym sensownym stanowisku, gdzieś tutaj, skuter w wodzie. Parę metrów dalej trochę lepiej, bo tylko puszki i butelki zaklinowane w zatoczce. Na trzecim stanowisku dzieciaki się bawią. Jakieś druty wystają z wody. A nie, to nie druty, to koszyk z Tesco! Ciekawe, czy to jeszcze wandalizm i buractwo, czy może już wyrafinowana metoda kłusownictwa. No generalnie wszędzie syf na brzegu i w wodzie. Mnóstwo Anglików siedzących na socjalu spaceruje z psami i dokładnie, pieczołowicie zbierają każdą psią kupę do woreczka. I wyrzucają na ziemię kawałek dalej. Będzie tu ryba w ogóle?

Nic to, wybieram pierwsze stanowisko, ze skuterem.

***

Dzień później, pierwszy sierpnia 2013 roku, czwartek. Wybieramy się na rozdziewiczenie Kennet River. Ja i mój Kolega, wędkarz. Kolega wędkuje tylko w soboty, ponieważ przez resztę dni tygodnia pracuje. Ale pracuje dla agencji pracy tymczasowej na zasadzie temporary ongoing position i właśnie na to temporary agencja kładzie głównie nacisk zatrudniając mojego Kolegę. Agencja odwołuje mu pracę średnio co drugi dzień i co drugi dzień stoi mi pod drzwiami Kolega załadowany wędkami, matami, kijkami pierdołami, całym w sumie swoim dobytkiem. Co lepsze, za każdym razem, gdy go odwołują, kupuje sobie jakiegoś a to nowego woblera, a to gumę, haczyki takie i owakie, może żyłkę. Stąd ma tyle sprzętu na grzbiecie. W sumie to prawie codziennie łowimy.

Nęcimy kukurydzą, kulkami, przygotowanym chlebem, siekanymi lobsami z ziemią. Koszyczki pełne, na razie grunt, proste zestawy. Cisza, aż do siedemnastej. Równo z piątą woda dosłownie zaczyna się gotować, wyciągamy okonia za okoniem. Ale same małe sztuki. Szał okonia trwa do dziewiętnastej i trudno się doliczyć, ileśmy tego nawyciągali. Same okonie, biorą tak samo na rosówkę, na czerwonego jak i na maggotsy. Zarzucamy spinningi, guma i woblery, potem blaszki. To samo, okonie, ale już rzadziej. Ale większe. Dwie godziny, zaczyna się cisza. Z rzadka coś szarpnie, jakiś okoń pewnie. Nęcimy dalej, kombinujemy, zmieniamy. No nic, cisza już zupełna. Niedługo 22, ściemnia się.

Jakiś dobrze zapieczony Anglik podchodzi do nas z puszką w ręku. Zauważyłem, że każdy szanujący się menel w Reading ma przy sobie albo złotego carslberga (9%), albo niebieskiego Tennantsa (9%) albo czarnego K1 (8%). Ciekawe, czy to ogólnoangielska moda czy lokalny koloryt. Typ zagaduje.

- Ja do Green Parku jeżdżę na karpia, mam licencję za darmo z RDAA.

Wymieniamy zdawkowe uwagi o kondycji Tamizy i Kennet River. Pokazuję typowi zdjęcie mojego węgorza sprzed kilku dni, 60 cm, półtora kilo.

- Jak to, jak węgorz ma 60cm to można brać do domu? – dziwi Johny Walker.

- Ale ja go nie wziąłem do domu – mówię.

- Jak to, nie wziąłeś węgorza do domu?

Typ wysępił tytoniu, skręcił kiepa, zalizał, przeklął coś pod nosem i polazł. Może minuta minęła, kiedy przyszła Brygada Spławik. Ekipę poznałem wtedy pierwszy raz, ale od sierpnia widuję ich za każdym razem, gdy łowię na Kennet River. Brygada Spławik to dwóch starszych meneli i dziesięcioletni wnuczek jednego z nich. Zawsze najebani w sztok! Ledwo stoją! Wędki im wiszą gdzieś zza pleców, szurają nimi o ziemię w drodze. Podbierak wypełniony obowiązkowym złotym carlsbergiem (9%) albo niebieskiem Tennantsem (9%). Głowy uciąć nie dam, ale młody też trzeźwy chyba spać nie chodzi. Zawsze ma wiadereczko a w środku okoń. I zawsze, kiedy pytam: - Na co łowicie? Tamci odpowiadają: - Tylko na spławik!

***

Znów sami, dobrze po 23. Ciemno i cisza zupełna. Ja mam zarzucone dwa zestawy gruntowe, jeden z koszyczkiem, torebką PV i trochę własnych kombinacji na końcówce. Drugi to prosty grunt z lobsem na końcu. Trochę necimy, kombinujemy. Często i gęsto. No i nagle…

Nagle Kolega mówi, że idzie do domu, bo jutro do pracy musi, a możliwe, że go nie odwołają, bo… i nie zdążył dokończyć, bo mi sygnalizatory na wędce oszalały. Nie zdążył dokończyć, ja zaciąłem i próbuję po drganiach, po wędce i holu poznać, co mam. Ciężka, powolna, ale silna ryba. Hol długi i męczący, strach o kondycję zestawu. Holuję powoli, metodycznie, bez pośpiechu. Trudno utrzymać wędkę w ręku. Kolega czeka z podbierakiem, wszystko przygotowane. Robię przestanki, ryba zmienia kurs. Powoli, ociężale, ale silnie i stanowczo. Ciężki, długi hol. W końcu podbierak, w końcu w ręku. W końcu znowu Brygada Spławik się przyplątała znowu.

Jeszcze tej samej nocy wskoczyłem na oficjalną stronę sprawdzić rekordy. Średnia rekordów wagowych brzany w UK według powyższej strony to, na pierwszy rzut oka, około 13 funtów? Może więcej, może mniej. Moja brzana waży prawie 18 funtów. Jak na złość, rekord Kennet River wyśrubowany, 19.05 funta.

Niestety, zdjęcie w kiepskiej jakości. Zwróć uwagę, że ja mam prawie dwa metry i ponad 100kg wagi – brzana jest naprawdę duża!

Wiele razy później łowiłem na Kennet River. W zasadzie mieszkam osiem minut drogi od łowiska i jestem tam dość często, ale od tamtej brzany, mimo polowania na nią, zupełna cisza. Są okonie, szczupaki, Brygada Spławik i mój Kolega spieszący do domu, bo jutro do pracy. Ale mój barbel odpłynął chyba do krainy wiecznego nęcenia kukurydzą.

Na drugi dzień po tej brzanie mój Kolega, idąc z wędkami do mnie, bo go z pracy odwołali, robił zakupy w sklepie po drodze. Jakiś menel się przyplątał i zagaduje o arkanach wędkarstwa. W ręku obowiązkowy złoty carlsberg (9%). Nic ciekawego, ale nagle zagaja:

- Bo mój ojciec z moim synem na rybach wczoraj byli i podobno jacyś goście ogromną brzanę wyciągnęli na Kennet River.

I tak poznaliśmy brakujące, środkowe pokolenie.

Tekst i zdjęcia: Konrad @Konrad Zieliński 

Skomentuj ten tekst w systemie komentarzy poniżej lub podyskutuj o tym na naszym forum w temacie: Moja największa ryba – relacja z Kennet River. Jak zawsze zapraszamy do odwiedzenia naszego profilu na: PAA na Facebook!

Dodaj komentarz

Agencja Interaktywna:

Klub Polish Anglers Association (PAA) istnieje od 23 czerwca 2012 roku.
Wszelkie Prawa Zastrzeżone.
Kopiowanie artykułów i zdjęć bez uprzedniej zgody administracji portalu jest zabronione!
Copyright©2012-2014 www.polish-anglers-association.co.uk

Zaloguj się

or

Forgot your details?