Zaloguj się

Kanałowe klenie

Równe dno, prosty brzeg umocniony betonem, który często jest zasypany ziemią, którą porasta trawa. To daje złudne poczucie nieskazitelnej natury, ale zagłębiając się głębiej wzrokiem nie można się oszukiwać i wiemy, że ten twór jest sztuczny. Często widać jednak jakby człowiek chciał, żeby to miejsce wyglądało naturalnie.


Ten i tamten brzeg porastają imponujące krzaki, widać trzcinowisko, duże wierzby, których gałęzie wędrują ku powierzchni wody. Mowa oczywiście o kanałach, które przecinają nie tylko Wyspy Brytyjskie, Holandię, ale i Żuławy Wiślane. Z zewnątrz wydaje się , że to łowisko banalne, proste. Nic z tych rzeczy!
Jest tutaj trudniej upolować klenia na spinning niż na wodzie bieżącej. Pamiętam początek swojej przygody z kanałami. Wcześniej czytałem na łamach Wiadomości Wędkarskich o tych łowiskach jako mekka łowców dorodnych płoci i leszczy. Spinningiści natomiast polowali na okonie. Mieli świetne wyniki na finezyjny sprzęt podparty mikrogumą na końcu zestawu. I tak właśnie wyglądał i mój początek. Gumowa wariacja i szukanie okoni. Nie spodziewałem się, że kanały w Wielkiej Brytanii zamieszkują piękne klenie.

 

Okres zimowy

Zima to trudny okres na łowców kanałowych kleni. Nie warto odstawiać sprzętu do szafy. Jeśli ten okres jest łagodny i nie ma mrozów to śmiało możemy próbować. Naszym sprzymierzeńcem jest mały zasób pokarmu w takim łowisku. Kanały nie są dobrze użyźnione i to sprawia, że pożywienia nie ma pod dostatkiem. I mimo, że temperatura wody jest bardzo niska i oblodzenie na porządku dziennym to konkurencja pokarmowa w danym łowisku jest duża. I to właśnie staram się wykorzystać! Polowanie na klenie zaczynam już w domu. Dokładnie dopinam wszystko związane z ubiorem i sprzętem.

Ubiór to podstawa zimowego sukcesu. Obok ubarwienia w kolorach szarych, staram się ubrać dogodnie do warunków panujących na zewnątrz. Wiadomo jak ważne jest ciepłe, ale nie krępujące ubranie podczas zimy. Wystarczy mały mankament i pozbywamy się przyjemnej woni wędkarstwa…

„Zrobiło się zimno. Sam nie wiem, czy tegoroczna zima będzie surowsza na wyspach brytyjskich. Prognozy dotyczące tego rejonu europy mówią właśnie o surowszej zimie niż rok, czy dwa lata temu. Myślę, że to było by nowsze doświadczenie. Na łowiskiem zjawiam się o świcie. Jest lekki mróz i jak na złość zapomniałem zapasowej szpuli z żyłką. Mam na wyposażeniu tylko plecionkę i spore kłopoty. Mam nadzieję, że nie zamarznie i nie będę miał sztywnego druta na szpuli. Zaczynam od mostu. Do agrafki zapinam Rapalę Shad Rap w naturalnym kolorze o długości 4 cm. Myślę, że to dobre rozwiązanie na tej miejscówce, która charakteryzuje się większą głębokością.

Zaczyna padać śnieg… Nie ubrałem się tego dnia jak na zimowe warunki. Nie mam dobrej izolacji od ziemi i brak rękawiczek, który po dwóch godzinach łowienia uświadamia mnie, że czasami człowiek nie uczy się na błędach lub jak kto woli ma zawodną pamięć. Ta miejscówka jest pusta. Idę, więc wzdłuż brzegu spinningując, aktywnie zmieniam wabiki i liczę na odkrycie nowych miejscówek lub co jak co przypadkowych ryb, które napływają na ciekawe miejsca. Moje bankówki koło „members„ są puste jak to zawsze mówię, ale mimo tego wierzę, że kleksy są tam, tylko nie chcą zdradzić swojej obecności.

Cholera, ale zimno… Zaglądam na Gade. Obławiam dokładnie most. Pod nim lubi czaić się samotny kleń, który przeważnie ma większe rozmiary od brzegowych kolegów. Jednak rzeka jest czysta nie tylko z wyglądu. Obserwuję nieżerujące klenie za podmytym krzakiem. Stoją dostojnie i nie reagują na podawane im wabiki. Pędzę na kolejne miejscówki. Dochodzę w okolice The Grove.Tutaj mam dwa ładne wyjścia. Klenie biorą mocno i pewnie, ale tuż po zacięciu spinają mi się z haka. Egzekutorem był oczywiście Rapala JSR05SD. Świetny wobler, nic dodać, nic ująć. Kolejne miejscówki nie dają mi upragnionego efektu. Zmarzłem dzisiaj przez własną głupotę. Zapomniałem jak to jest  łowić na minusie. Ubrałem się na przedwiosenne warunki i pocierpiałem jak za dawnych lat.”

Staram się unikać takich sytuacji. I zawsze jak przychodzi wyjść zimową porą, czy to w Polsce, czy w Anglii na klenie ubieram się stosownie. Kleń zimą nie jest taki leniwy jakby się to wydawało i śmiało, ale wolno przemierza kanałowe rewiry łącząc się w grupy składające się od kilku do kilkunastu osobników. Na własne oczy widziałem kilkanaście kleni powyżej czterdziestu centymetrów przemierzających szeroki odcinek kanału. Takie sytuacje zmuszają do refleksji i przemyśleń. Co za tym idzie nie warto zapominać okularów polaryzacyjnych, a idąc wzdłuż brzegu trzeba rozglądać się bacznie. Woda zimą jest klarowna, więc nie ma problemu z wypatrzeniem naszego bohatera.

Głównym moim celem jest obławianie takich miejscówek jak podtopione krzaki. Czasami się zdarza, że wodzie zobaczymy powalone drzewa. To bankowe miejsca, które możemy śmiało sprawdzić. Zimą klenie nie interesują się małymi przynętami. Energia zużyta na atak i pogoń za ofiarą  musi się zwrócić z nawiązką i zapewnić energię na długi czas toteż kleń wybiera kąski większe. Z przynęt bezspornie największym moim zaufaniem cieszą się woblery od 4 do 7 cm. Warto posiadać wersje pływające płytko jak i ostro schodzące oraz wersje tonące. Osobiście preferuję wersję pływającą. Daje mi ona duże możliwości oszukiwania ryb jak i prezentacji przynęty w łowisku

 

Okres Wiosenny

To mój ulubiony okres na kanałowe klenie. Człowiek nie marznie już, a „prosiaki” jakby inaczej się zachowują i nie przypominają szczupaka przyczajonego w krzakach, tylko swawolnie żerują. Jeśli dobrze przepracowało się okres zimowy to wiosna jest prosta jak niemiecka autostrada. Kleń do okresu kiedy nastąpi zdecydowany wzrost roślinności podwodnej trzyma się zimowych miejscówek, z tą jedną różnicą, że więcej miejscówek teraz jest skutecznych.

Kanał to nie rzeka i kleń nie ma możliwości tak częstej zmiany upodobań. Jednak stojąca woda sprawia, że kleń jest wybredny i często zaskakuje swoimi poczynaniami. Wiosną eksperymentuję na całego! Nie zostawiam w domu żadnych przynęt, bo wszystko może się przydać. Ta zima i wiosna była dużo słabsza od poprzednich sezonów. Nie wiem, czym to było spowodowane. Może brakiem małych gumowych żabek Mannsa?? Mam je w Polsce i zapomniałem ich zabrać z powrotem do Anglii. To świetna przynęta na marzec i kwiecień. Można ją prezentować długo na łowisku i co najważniejsze – schodzi od razu do dna i na nim można ją położyć, a to często daje piorunujący efekt.

Wiosną można już poeksperymentować z owadzimi woblerami. Są nie kiedy bardzo skuteczne i nie wyobrażam sobie żadnej wyprawy bez ich udziału. Owadzie łowienie ma coś w sobie i musi być wytrenowane. Podstawa to polaroidy i maskujące ubranie. Na brzegu poruszamy się wolnym krokiem i jeśli warunki pozwolą klęczymy podczas połowu. Kanały są ogólnie wykorzystywane nie tylko do odprowadzania wody, połączenia rzek, ale także do wypoczynku. Co za tym idzie są okresy, pory dnia, że jest nad wodą tłoczno. Z tego wzglądu kiedy tylko mogę pojawiam się na łowisku o świcie, jeśli nie mogę być to wybieram wieczorne godziny dnia.Kiedy nad wodą jest tłoczno, to odpada maskowanie, bo nie ma sensu klęczeć i chować się na przeszkodami jak za plecami ktoś spaceruje.

Podczas normalnych warunków kleń patroluje podtopione krzaki, zwaliska w nie dalekiej odległości ( 1-3 metry ) lub przebywa tuż pod nimi. Dobrym sposobem na kuszenie kleni jest użycie stonowanej kolorystycznie owadziej przynęty i wrzucenie jej delikatnie rybie na głowę. Nie warto się bać o wypłoszenie ryby z łowiska. Tak często postępują owady, które mają rójkę, więc dlaczego i my nie mamy tak kusić ryb?? Przynęta wpada do wody jak owad i często w ułamku sekundy następuje atak. Dlatego warto dobrać dobrze sprzęt do swoich upodoba , by nie niweczyć takich sytuacji. Żyłka, czy plecionka musi być zawsze napięta, a nasze oczy muszą widzieć przynętę. Zassanie woblera jest szybkie i często tnie się w tempo. Raz wychodzi, raz nie. Są dni, że kleń jest bardzo wyczulony i sprawia wrażenie nieżerującego. Rzucamy przynętę w okolice zwaliska, tuż obok gałęzi i widzimy jak kleń podpływa pod wobler i obserwuje go bacznie. Tutaj ważne jest, by dobrze dobrać grubość i barwę linki, żyłki. Nie może wzbudzać u ryb nie ufności, bo jeśli wzbudza to mamy po braniach. Dobór przynęty to w tym przypadku podstawa sukcesu i tylko od zasobów zależy nasze przyszłe szczęście.

„Jadę znowu o świcie i znowu jest bezchmurnie i mroźno jak na tą część Europy.To słowo znowu nie daje mi spokoju, bo jakby patrzeć inaczej z innego punktu widzenia słowo to może oznaczać coś dobrego dla, którego każdy wędkarz mógłby nie zmrużyć oka przez całą noc. Może „znowu” będą brać te duże?? Jadę piękną alejką w Cassiobury Park nie zauważam nikogo. Jest jeszcze wcześnie, ale za godzinę zacznie się już ruch. Będą biegać amatorzy cichego wypoczynku, oraz spacerować osoby, które potrafią wstać o 6, by nie widzieć prawie nikogo. To taka ucieczka od codzienności…

Dojeżdżam na łowisko. Wczoraj pisałem na GG z Maćkiem. Pisał o możliwości wspólnego łowienia, ale wypadło mi z głowy umawianie się i chyba wspólna wyprawa przepadła. Ostatnio Maciek ma dobre wyniki, więc może i mi coś się dostanie. Tak, czy inaczej jestem dobrej myśli. Jestem na miejscu. Szybko rozkładam moją wędkę i zapinam pierwszą lepszą przynętę. Nie zwracam uwagi na wybór wabika. Powód?? Świt rządzi się swoimi prawami i nie ma co przeginać z wyborem „super przynęty”. Nie ma brań. Mijam równoległy próg wodny i idę koło mostu w poszukiwaniu szczęścia. Zapinam raczka firmy Rebel i w drogę. Pierwsze rzuty wykonuję bardzo dokładnie. Przynęta upada blisko gałęzi. Mam dwa super wyjścia! Tnę za każdym razem zamaszyście, ale pudłuję. Szkoda, bo ryby były piękne. W pewnej chwili widzę znajomą sobie postać. Tak to Maciek. Dobrze, że miał nosa i mnie znalazł, bo dzięki niemu widzę piękne momenty. Maciek ma swoje „złote” woblerki na klenie i w przeciągu piętnastu minut wymiata mi z pod krzaka dwa ładne klenie.”

 

Okres Letni

To najtrudniejszy okres z jakim mamy do czynienia w takich łowiskach. I jeśli zdarzą się łowna wyprawy to będą to pojedyncze aspekty. Roślinność wyrosła w tym okresie na potęgę. W wodzie jest masa pokarmu. Wszelka ryba jest dawno po tarle, co sprawia, że kleń ma żołądek wypchany i nie myśli o agresywności. Ta agresywność jest przyporządkowana w innych okresach. Woda stojąca rządzi się swoimi prawami. W tym okresie staram się obławiać rzeki i jeśli akurat mnie tam nie ma, bo zatęskniłem za kanałem to przez mordęgę przechodzę tą drogę i obławiam wszystkie zakamarki kanałowych miejscówek, które teraz są obfite.

Warto przejść się wzdłuż brzegu i pływającymi woblerami, obrotówkami obłowić skupiska grążela wodnego, trzcinowiska, podtopione krzaki. Przy tych miejscówkach są klenie, ale ryba w tym okresie jest mało agresywna i częściej złowimy innego drapieżnika niż naszego bohatera.

 

Okres Jesienny

Już we wrześniu następuję zmiana klimatu w kleniowym myśleniu. Sprawia to już dłuższa i zimniejsza noc, a co za tym idzie zimniejsza woda. Roślinność powoli traci swoje walory, kleń traci kryjówki i robi się aktywniejszy. Czyżby czuje, że zima nadchodzi?? Chyba tak i w październiku już dobrze żeruje. Do łask wracają wiosenne miejscówki. Staram się chodzić wtedy na klenie kiedy aura nie sprzyja nikomu innemu tylko kleniom i wędkarzom. Ciepły, wietrzny i deszczowy niż to jest to co klenie i ja lubimy najbardziej.

„Znowu mam piękną pogodę. Zawsze tak mówię jak niebo spowiją ciężkie ołowiane chmury, jest prawie bezwietrznie, a deszcz wisi w powietrzu. Jeszcze lepiej jak leje i nikomu nie chce się wyłonić z domu. Wtedy najlepiej czuję się nad wodą, bo jest cicho i skupić mogę się nad jednym. Zaczynam o świcie. Podchodzę do pierwszej miejscówki. Raczej skradam się. Podejrzewam obecność kleni, ale nie jestem pewny. Tak, czy inaczej wolę chuchać na zimne. Zastygam w jednym miejscu i wykonuję wolniejsze ruchy. Wczesny ranek pomaga mi w tym niezmiennie. Jestem śpiochem z natury i ciężko mnie rozbudzić z rana nawet mocną kawą. Rozkładam spina, mocuję kręcioła, przewlekam plecionkę przez przelotki i znowu klęczę nad pudłem pełnym kleniowych smakołyków. Patrzę, cmokam, mruczę coś jak zwykle do siebie i znowu Rapala Jointed Shad Rap SD04 wędruje do wody. Ledwie pierwszy rzut idealnie pod krzaki… Jak ja to zrobiłem to nie wiem po dzień dzisiejszy… Mam piękne wyjście klenia do nieruchomego woblera. Zdążyłem tylko zaciąć widząc klenia wąchającego mój wabik. Walka była przepiękna, a kleń nie należał do kanałowych leni. Kilka razy przy odjeździe ostro przygiął mi kij do granic możliwości. Plecionka niestety nie amortyzuje zupełnie mocnych i dynamicznych odjazdów kleni. Grubaska ląduję ręką. Szybko go mierzę i robię sobie pamiątkowe zdjęcie. Miał 49 cm. „

Łowię inaczej niż wiosną. Szybciej przemieszczam się na łowisku, wybieram większe woblery między 4-6 cm. i łowię bliżej dna, ale nie zapominam też o wiosennej taktyce i są dni, że posyłam w różne zakamarki biedronkę lub chrabąszcza . W tym okresie biorę piękne klenie, a ich wielkość sprawia, że na nowo odżywa nadzieja na lepszą wiosnę i lepszy następny sezon.

 

Tekst i zdjęcia: Przemek Szymański’2009

Dodaj komentarz

Agencja Interaktywna:

Klub Polish Anglers Association (PAA) istnieje od 23 czerwca 2012 roku.
Wszelkie Prawa Zastrzeżone.
Kopiowanie artykułów i zdjęć bez uprzedniej zgody administracji portalu jest zabronione!
Copyright©2012-2014 www.polish-anglers-association.co.uk

Zaloguj się

or

Forgot your details?