Zaloguj się

Jak złowić pierwszego pstrąga na muchę? (część I)

Wędkować zacząłem jako dziecko – w 4tej lub 5tej klasie podstawówki. Niedaleko miejsca w którym mieszkałem był „Staw”. Staw to prostokątny, sztuczny zbiornik o wymiarach jakieś 60x180m, głębokości może z 1.2m, w porywach do 1.5m. Pływały tam spore ilości niewielkiej płoci, okoni, trochę leszczy i linów, oraz niewielkie karpie i kilka amurów.

Podobno były też szczupaki, ale mało kto je widział. To tam właśnie zaczynałem swoje „chodzenie na ryby” – głównie na spławik, z niezbyt fachowo zmontowanym zestawem odległościowym, oraz „z gruntu” używając nieśmiertelnej sprężyny. Wyniki – raczej mizerne, ale parę ładnych leszczy i karpi się trafiło. Niestety jak to bywa Zakład Ogrodniczy do którego należał Staw zamknięto. Staw sprzedano, przyzakładowy klubik wędkarski przestał istnieć, a ja na parę lat zapomniałem o wędkowaniu… Kilka lat temu zrządzeniem losu przyjechałem do Edynburga. Kto nie był – musi pojechać, kto był nie potrzebuje opisu. Po jakimś czasie mieszkania w centrum, uznaliśmy z żoną, że fajnie byłoby się przeprowadzić na przedmieścia. Niedługo po przeprowadzce, wzięliśmy psy na spacer wzdłuż Union Canal. W słońcu widać było całe stada ślicznych płoci. Przez parę dni chodziliśmy wzdłuż kanału coraz dalej, aż dotarliśmy do niewielkiej rzeczki przepływającej pod akweduktem – Water of Leith. Ta rzeczka o typowo górskim charakterze, otoczona na prawie całej swojej długości wspaniałym parkiem okazała się siedliskiem pstrąga. Podobno pływają w niej tez lipienie i okazjonalnie łososie, ale przyznam, że nigdy żadnego nie widziałem. Obserwowanie żerujących na powierzchni pstrągów przywróciło dziecięce marzenie – poznać arkana „sztuki tajemnej” i złapać pierwszego pstrąga na muchę.

 

Sprzęt – czyli co nam potrzebne do realizacji planu

Powiedzmy sobie szczerze – złapać pstrąga gołymi rękoma w górskiej, rwącej rzece wcale nie jest prosto. Posiadanie wędki zdecydowanie ułatwia sprawę. Wchodząc do sklepu zobaczmy, że wędki muchowe renomowanych firm często kosztują 300-600 funtów, a ceny przekraczające 1500 też nie są rzadkością. Na początek jednak wędka wcale nie musi być droga. Oczywiście wysokiej klasy kij o szybkiej akcji będzie lepszym wyborem dla doświadczonego muszkarza, ja jednak nie miałem pojęcia o „rzucaniu”. Zdecydowałem się więc na wędkę z tańszej półki z pół-paraboliczną akcją, która wybacza błędy w rzutach i holu, a której koszt nie zrujnowałby domowego budżetu w przypadku jeśli „muchowanie” by mi się nie spodobało.

Pierwszą rzeczą którą zauważymy, to fakt, że istnieją dwa rodzaje wędek muchowych – jedno i dwuręczne. Ograniczę się tu do wędek jednoręcznych jako że jest to najczęściej używany styl. Wędki dwuręczne to zupełnie inny sposób łowienia i „wyższa szkoła jazdy” stosowana głównie przy połowie łososi.


Wędka jednoręczna marki Hardy’s, oraz dwuręczna marki Grey’s.

 

Każda wędka produkowana jest w kilku wersjach oznaczonych różnymi numerkami. Z początku wszystko wydaje się skomplikowane, ale tak naprawdę jest dość proste. Numer oznaczony symbolem # lub akronimem ATMF to tzw „klasa” wędki. Klasa oznacza przedział wagowy 10 jardów sznura muchowego. I tak sznur w klasie 1szej wazy 60 grainów (jakieś 4g), a każda następna klasa to ok 15-20% więcej. W przypadku wędki oznaczenie klasy jest więc odpowiednikiem ciężaru wyrzutowego – poprostu oznacza jak ciężki musi być sznur żeby wędka ładnie się ładowała przy rzutach.


Przykładowe oznaczenie wędki Sage VXP, model 890-4 o długości 9 stóp (2.70m), dostosowanej do sznura w klasie #8. Liczba 3 7/8 oznacza tutaj wagę samej wędki (ok 110gr) i zwykle nie jest podawana.

 

Jaką klasę wybrać? To zależy gdzie będziemy łowić i jakie gatunki ryb będą naszym celem. Podobnie jak w każdej innej metodzie nie ma tutaj wędki która spisze się idealnie w każdych warunkach – bo przecież nie wybierzemy się z wędka w klasie 1szej na marliny z łodzi na Kubie, podobnie też nie weźmiemy 5-cio metrowego kija w klasie 15nastej na dzikie pstrągi w ciurku o szerokości metra.

W przypadku mojej Water of Leith która nie jest wielka – miejscami da się ja przeskoczyć, a kawałek dalej ma rozlewisko o szerokości 5-6m metrów potrzeba raczej wędki „lekkiej”. Wielu doświadczonych wędkarzy łowi na takich rzekach używając wędek w klasie #3-5. Ja zdecydowałem się wędkę w klasie #5. Klasy 5-6 są dość uniwersalne – na tyle lekkie zeby łowić niewielkie pstrągi w potokach, ale pozwalające wyholować przyłów w postaci łososia w większej rzece. Od biedy nada się nawet na łowienie w jeziorze…

Szybka płatność kartą, parę dni czekania i do drzwi puka listonosz. Szczęśliwy odpakowuje mój nowy kij: Shakespeare Oddyssey XT #5 o długości 8 stóp 6 cali. Pierwsze wrażenie… trzcinka – zdecydowanie nie jest to teleskop z czasów mojego dzieciństwa. Z perspektywy czasu widzę jednak że nie był to zły wybór – niezła, tania (25 funtów!) wędka zupełnie przyzwoitej jakości, wykonana z włókna węglowego. Mam ją do tej pory i ciągle używam. Od tamtej pory przybyło mi jednak wędek. Pierwszym dodatkiem był 10cio stopowy kij Scierry w klasie #7 (okazja z portalu aukcyjnego). Idealny do cięższego łowienia na większe odległości. Najnowszym nabytkiem jest Airflo Bluetooth #10 – sprzęt na naprawdę duże ryby, trochę droższy niż poprzednie wędki (ok 100 funtów w promocji).

Wraz z wędką przyszedł też drugi element zestawu – kołowrotek. Postawmy sprawę jasno – w przypadku łowienia pstrągów kołowrotek pełni tylko rolę pojemnika na sznur – tak naprawdę nie jest do niczego innego potrzebny: w niektórych technikach pełni tylko rolę wyważnika lub wręcz nie ma go w ogóle (np w tenkarze).


Zabytkowy kołowrotek muchowy – wielu z nas ma takie w piwnicy…

 

Ja kupiłem najtańszy kołowrotek typu „large arbour” za jakieś 10 funtów. Pisząc to muszę jednak powiedzieć, że dobry kołowrotek umili nam życie – unikniemy splatań, zacięć itp.


Kołowrotek typu „arbour” marki Shakespeare – koszt ok 10 funtów

 

Jeśli jednak mamy w planach większe ryby, to warto zainwestować w coś lepszego – najlepiej z hamulcem, solidną konstrukcja i wymiennymi szpulami. Ja posiadam Greysa GX 500 – pojemne, wymienne szpule i dobry hamulec. Koszt ok 50 funtów.


Kołowrotek kasetowy marki Grey’s – koszt ok 50 funtów

 

Do złożenia zestawu potrzebować będziemy jeszcze kilku rzeczy. Pierwszą i najważniejszą będzie sznur muchowy. Od razu zaznaczę – dobry sznur to podstawa. Słabej jakości sznur może nawet uniemożliwić rzuty! Proponuje więc nie kombinować i kupić coś sprawdzonego – dobrym rozwiązaniem na początek będzie np Greys G-series – nie jest idealny ale kosztuje tylko 14 funtów, podczas gdy dobrej jakości sznury znanych firm takich jak Cortland, Rio, Airflo, Greys, Hardy czy Orvis mogą kosztować nawet 70-80 funtów! Nikt nie twierdził że będzie tanio:D

Wybór sznura to kolejny labirynt. Bez zbędnego zagłębiania się w szczegóły, sznury można sklasyfikować według ich pływalności i kształtu. Pływalność jest prosta – sznur albo pływa, albo jest neutralny albo tonie (z różną prędkością). Tutaj nie ma co kombinować: 99% łowienia wymaga sznura pływającego. Pozostały 1% to warunki w których początkujący i tak nie połowi…

Kształt sznura to już zupełnie inna bajka. Przez kształt rozumieć tutaj należy grubość sznura w różnych miejscach. W zasadzie interesować będą nas tylko 2 rodzaje sznurów – double taper (DT) i weight forward (WF). Double taper to poprostu sznur który na obu końcach robi się coraz cieńszy, podczas gdy środek jest gruby. Weight forward posiada sekcję grubszą na pierwszych 10 yardach, a reszta jest cienka. Sznury typu DT są wypierane przez WF, ciągle jednak są w użyciu bo maja kilka zalet, które jednak nie będą miały na początku dla nas znaczenia. Są też ciężej dostępne (przynajmniej w Szkocji). Inne rodzaje sznurów w zasadzie nas nie interesują na początku naszej przygody z muszkarstwem.


Dwa najpopularniejsze profile sznurów muchowych – Double Taper (u góry) i Weight Forward (u dołu)

 

Ostatnim aspektem wyboru sznura jest jego waga – jak juz wspomniałem klasa wędki to niejako odpowiednik ciężaru wyrzutowego. Sznur dobieramy więc tak aby wędka dobrze z nim pracowała – na początek proponuje poprostu wziąć sznur w tej samej klasie w której jest wędka. Jeśli będziemy mieli problemy to możemy wysunąć nieco mniej lub wiecej niz 10 yardów sznura aby uzyskać inna wagę i poprawnie obciążyć wędzisko.

Tutaj krótka dygresja – każdy sznur jest oznaczony symbolem np WF5F. Pierwsze dwie litery oznaczają profil (w tym wypadku Weight Forward), cyfra oznacza klasę, a ostatni litera pływalność (F – floating, N lub I – neutral/intermediate, S – sinking).


Przykładowe oznaczenie linki muchowej – Ron Thomson, model Energizer. WF7F – Weight Forward, klasa #7, pływająca. Dodatkowe oznaczenie „floating” jest tutaj po prostu powtórzeniem litery F w kodzie i często nie jest podawane

 

Pozostałe potrzebne nam elementy zestawu to podkład (backing) i przypony (leaders). Backing można wykonać z grubej żyłki, ale moim zdaniem nie warto – szpulka backingu kosztuje 3 funty i kupujemy ja raz na całe życie kołowrotka.

Przypony to już bardziej skomplikowana sprawa. Można wiązać je samemu z żyłek o różnej grubości, albo kupić gotowy przypon tzn tapered leader, który płynnie zmienia swoja grubość. Polecam kupić kilka takich przyponów. Przy zastosowaniu pewnego rozwiązania które opiszę później jeden taki przypon wystarczy nam nawet na cały sezon łowienia (oczywiście jeśli będziemy łowić intensywnie to na krócej). Na początek wystarczy nam przypon nieco krótszy od długości wędki. Jako że mam zamiar opisać zestaw z dowiązanym tzw „tippet”-em to polecam kupić przypon ok 2 stopy krótszy niż wędka (np 7 stóp dla wędki 9-cio stopowej). Wytrzymałość rzędu 5lb wystarczy. Potrzebna będzie nam też szpulka nieco cieńszej żyłki na tippety – osobiście używam Strofta 0.10 lub 0.12mm, ale nic nie szkodzi na przeszkodzie używać innej żyłeczki. Niektórzy wędkarze zamiast żyłki używają fluorocarbonu, jednak jest to moim zdaniem przesada: pstrąg nie ma szczupaczych zębów, a cienka żyłeczka jest bardziej miękka i pozwala niewielkim przynętom zachowywać się naturalnie. Oczywiście w niektórych sytuacjach „niewidzialność” fluorocarbonu może być potrzebna.


Gotowy przypon bezwęzłowy marki Grey’s. Przypon taki wykonany jest z jednego kawałka żyłki płynnie zmieniającej swoją średnicę. Podana grubość (w tym wypadku 0.23mm oznaczona kodem 2X) to średnica najcieńszej sekcji. Koszt ok 2 funty

 

Budowa zestawu – czyli jak poskładać to do wszystko do kupy.

Mamy już wszystko w domu, parzymy sobie kawkę, siadamy przed telewizorem… i okazuje się, że muchowe zestawy nijak mają się do normalnych zestawów. Inny kołowrotek, dziwna „żyłka”, jakiś podkład, dziwne pętelki, nawet przelotki na wędce jakieś dziwne. Złożenie pierwszego zestawu nie jest jednak wcale takie trudne.

Zacznijmy od wędki i kołowrotka. Kołowrotki (a przynajmniej spora większość) kręcą się jednakowo w obie strony, musimy wiec wybrać z której strony chcemy korbkę. Ja jako osoba leworęczna mam korbkę po prawej. Większość wędkarzy zamontuje jednak kołowrotek tak, aby korbka była po lewej.

Na początku na kołowrotek nawiniemy podkład. Przymocujemy go do szpuli węzłem zaciskowym (np „arbor knot”). Nawijamy dość ciasno, starając się w miarę równo układać. 50 metrów powinno spokojnie wystarczyć, chyba ze nastawiamy się na łowienie marlinów – wtedy zdecydowanie potrzebujemy więcej:) W praktyce rzadko kiedy podczas łowienia pstrągów będziemy oglądać podkład.


Nawijamy podkład i linkę. Do zrobienia zdjęcia użyłem podkładu z grubej żyłki, polecam jednak kupić odpowiedni podkład – za cenę ok 3 funtów już nigdy nie będziemy musieli się przejmować podkładem

 

Do podkładu przymocujemy nasz sznur. Tutaj musimy uważać – jeśli kupiliśmy sznur typu WF to kierunek zamocowania sznura ma ogromne znaczenie (jeżeli zamocujemy sznur odwrotnie to nie będziemy w stanie w ogóle rzucać). Jeden z końców powinien być oznaczony, najczęściej nalepka z napisem „reel”, „to reel”, albo „reel end”. W przypadku sznura DT kierunek nie ma znaczenia i częstą praktyką jest odwrócenie sznura po sezonie.

Sznur możemy do podkładu przywiązać. Najczęściej stosowane są „nail knot” i „albraight knot” – sugeruję ten drugi jako że do wykonania nie wymaga dodatkowych narzędzi. Drugim rozwiązaniem jest użycie pętelek tzw „braided loops”. Często dołączone są do sznura – jeśli nie to można kupić je osobno, kosztują niewiele, a bardzo ułatwiają życie. Osobiście stosuje węzeł, chyba że do sznura dołączone są 2 pętelki (po jednej na każdy koniec sznura).

Po nawinięciu sznura pozostaje nam zamocowanie przyponu. Tutaj nie ma co kombinować – pętelki to w zasadzie dzisiejszy standard. Jeśli nasz sznur nie ma zamocowanej pętelki to nie panikujmy. Jej zamocowanie trwa kilka sekund. Najpierw upewniamy się, że gumowa rureczka jest nasunięta jak najgłębiej na pętelkę. Wsuwamy koniec sznura do środka „siateczki” z której wykonana jest pętelka. A na koniec naciągamy gumowa rureczkę na końcówkę sznura. Mimo że połączenie wydaje się delikatne to uwierzcie – jest naprawdę bardzo mocne.


Pętelka do łączenia sznura z przyponem (oraz podkładem) zamocowana przy użyciu tulejki

 

Jeśli kupiliśmy gotowy przypon to najprawdopodobniej ma on już zawiązaną pętelkę. Jeżeli nie to używamy naszego ulubionego węzła (np surgeons loop, perfection loop) aby takową zawiązać. Na drugim, cienkim końcu przyponu odrazu wiążemy drugą pętelkę. Do tej pętelki mocować będziemy tippet – czyli ok 30-40 cm odcinek żyłeczki z muchami.


Kompletny zestaw: podkład, sznur i przypon połączone razem. Na ostatnim odcinku przyponu – tzw. tippecie – mocować będziemy muchy

 

Muchy i inne robale

O muchach napisać można bardzooo grubą książkę, albo nakręcić 3437568893-odcinkowego tasiemca. W przypadku połowu pstrąga interesować będą nas 3 rodzaje much:

  • 1) suche, czyli przynęty unoszące się na powierzchni wody,
  • 2) mokre, emergery i nimfy, mające za zadanie skusić rybę pod wodą,
  • 3) oraz okazjonalnie streamery, które w użyciu przypominają „koguty”.

Istnieje tez kilka innych rodzajów np poppery, lub tzw. tubeflies, jednak maja one specjalne przeznaczenia i raczej nie przydadzą się nam na początku.

 

Suche i mokre muszki, oraz emergery i nimfy zwykle imitują owady. Nie jest to regułą w przypadku streamerów, które mogą imitować mają rybkę, pijawkę, czy nawet żabę lub mysz. Najczęściej spotykane owady możemy podzielić na kilka grup: muchówki (midges), jętki (mayfly), chruściki (sedge/caddisfly), oraz widelnice (stoneflies) i owady niezwiązane ze środowiskiem wodnym (tzn terrestials), które wpadły do wody. Oczywiście to nie jedyne grupy imitowanych owadów – często widujemy też ważki (dragonfly), chrząszcze (beetles) oraz wiele innych.

Nie będę rozpisywał się zbytnio o tym co każda muszka imituje, zamiast tego zamieszczam podstawową listę muszek z mojego pudełka. Myślę, że te muchy, lub podobne imitacje każdy powinien mieć w swoim pudełku:

  • 1) Suche muchy: Adams lub Parachute Adams, Blue Wing Olive, Grey Wolf, Klinkhammer, malutkie F-fly
  • 2) Mokre/nimfy/emergery: Pheasant tail nymph, Hares ear nymph, jakaś Bead Head Caddis Pupa, Hydropsyche, Red Tag, kilka Buzzerów, Supfur Spinner, Bloodwoorm, Gammarus
  • 3) Streamery: Wooly Bugger, White Minnow
  • 4) Inne: Daddy Long Legs, Foam Beetle, Chernobyl Ant

Oczywiście ta lista nie jest pełna. Nic nie stoi na przeszkodzie żeby zastąpić podane muszki innymi. Dokładniejszy opis muszek przedstawię w kolejnym artykule, wraz z informacjami o ich zastosowaniu w konkretnych sytuacjach. Na razie po prostu uznajmy, że muszkę dobieramy wielkością i kolorem do tego co jest w/na wodzie w miejscu w którym chcemy łowić.


Zawartość jednego z moich pudelek

 

Podsumowanie

Jedną z pierwszych i zarazem najtrudniejszych umiejętności będzie nauka zarzucania… Wielu wędkarzy ma z tym problem, jednak z pomocą kogoś kto już potrafi jesteśmy w stanie nauczyć się podstaw pozwalających na łowienie w 15 minut. Nie będę pisał tutaj poradnika ani kursu „krok po kroku” bo w moim mniemaniu mija się to z celem – dostarczy tylko powodów do frustracji. Jeżeli ktoś bardzo chce nauczyć się sam to ma setki filmów i opisów dostępnych w sieci. Ja jednak polecam wybrać się na ryby z kimś kto ma to już opanowane, lub po prostu wybrać się na odpowiedni kurs. Takie kursy – często darmowe – organizowane są przez właścicieli łowisk, kluby wędkarskie, a nawet sklepy wędkarskie. Ja nie mając żadnych znajomych łowiących na muchę wybrałem się na kurs organizowany przez sklep Orvis w Edynburgu. Cały kurs trwał ok 6 godzin i obejmował wszystko co jest nam potrzebne to rozpoczęcia łowienia w tym naukę zarzucania z profesjonalnym instruktorem. Miłym dodatkiem był też zestaw voucherów na różne produkty i usługi oferowane przez sklep.


Mój pierwszy pstrąg – złapany na Water of Leith na własnoręcznie zawiązaną suchą muszkę „Grey Duster”

 

W tym momencie powinniśmy mieć już wystarczającą wiedzę aby skompletować swój pierwszy zestaw muchowy. Oczywiście nie zapominajmy o innych dodatkach takich jak okulary polaryzacyjne (absolutnie wymagane jeżeli nie chcemy ryzykować poważnych obrażeń!), wodery, czy kamizelka.

W kolejnej części artykułu postaram się przedstawić podstawowe techniki łowienia przydatne na niewielkich strumykach – są to według mnie znacznie ciekawsze wody niż duże zbiorniki zaporowe i zwykle wystarczy nam umiejętność celnego rzucania na odległości mniejsze niż 10m.

Tekst: Michał Dziemianko
Zdjęcia: Michał Dziemianko, materiały prasowe firm Hardy’s, Grey’s i Sage

 

Skomentuj ten artykuł poniżej lub na naszym forum w temacie: Jak złowić pierwszego pstrąga na muchę?

1 Komentarz
  1. Profile photo of KubaT
    KubaT 3 lata temu

    Fajny tekst, Michał.

Dodaj komentarz

Agencja Interaktywna:

Klub Polish Anglers Association (PAA) istnieje od 23 czerwca 2012 roku.
Wszelkie Prawa Zastrzeżone.
Kopiowanie artykułów i zdjęć bez uprzedniej zgody administracji portalu jest zabronione!
Copyright©2012-2014 www.polish-anglers-association.co.uk

Zaloguj się

or

Forgot your details?