Zaloguj się

Gatunki inwazyjne-rak sygnałowy

Gatunki inwazyjne jak sama nazwa wskazuje nie są niczym pożądanym – wręcz przeciwnie. Wiele takich gatunków zostało sprowadzonych z myślą o gospodarczym wykorzystaniu, lecz w wielu przypadkach(…)


spotykając odmiennie warunki bytowania rozwinęło się w niekontrolowany sposób mając bardzo zły wpływ na ekosystemy.
Jednym z takich gatunków jest  rak sygnałowy, czyli red signal crayfish (Pacifastacus leniusculus). Chcę opisać ten gatunek i jego wpływ na środowisko Wielkiej Brytanii – kraju w którym mieszkam od prawie 10 lat i w którym łowię ryby.
Rak ten został sprowadzony do UK w latach osiemdziesiątych z uwagi na jego smaczne mięso, cenowo bardzo konkurencyjne do innych skorupiaków. Był hodowany w wielu farmach i niestety na skutek braku zabezpieczeń lub uwagi przedostał się do wód naturalnych na południu kraju. W przeciągu kilku-kilkunastu lat zadomowił się na dobre w rzekach, kanałach, stawach i jeziorach południowej Anglii i stale się rozprzestrzenia. Jest duży, dorasta do ponad 20 cm i jest wszystkożerny. Nie ucierpiał na skutek choroby raków( tzw. dżuma racza – Aphanomyces astaci)  i jest na nią odporny, jednak jest jej nosicielem, co ma tragiczny skutek dla brytyjskiego rodzimego białego raka  sygnałowego. Rak sygnałowy ma spód szczypiec czerwony, rodzimy angielski rak ma biały. Rodzimy rak jest dużo mniejszy od swego kuzyna i jest łatwo przez niego wypierany.

Rak sygnałowy jest wszystkożerny, rozmnaża się bardzo szybko i jest konkurentem pokarmowym wielu wodnych gatunków. Potrafi żywić się ikrą i wylęgiem ryb, larwami i organizmami wodnymi, roślinami co powoduje, że ryby mają znacznie mniej pokarmu. Wykopuje jamy w brzegach zbiorników, uszkadzając je – jest to groźne zwłaszcza na kanałach. Jest kanibalem, dzięki czemu duże osobniki żywią się młodymi i populacja nie osiaga „wielkiej” liczebności. Usuwanie dużych osobników (odławianie za pomocą pułapek) przynosi taki efekt, że w kilka miesięcy później ma się do czynienia z wysypem raków, jako, że młode osobniki nie są pokarmem swych większych pobratymców. Rak brytyjski przegrywa walkę z ‚najeźdcą’ bo jest prawie dwa razy mniejszy, ponadto nie jest odporny na chorobę przenoszoną przez swego wiekszego krewniaka. Używanie słowa plaga jest jak najbardziej odpowiednie – niektórzy mówią wręcz o katastrofie.

Ale co to ma z nami, wędkarzami wspólnego, zapytać można… A więc odpowiadam, ten rak to koszmar. W wodach w których występuje, potrafi ‚wejść’ nam w łowisko, nęcone miejsce i przechwytuje przynętę, nieważne czy to jest robak, kukurydza czy kulka proteinowa. Koszmar! Spławik powoli tonie i wiadomo już co jest grane… Czasami wręcz nie dopuszcza ryb do przynęty i można tylko zaciskać zęby złorzecząc. Potrafi nawet ściągnąć kulkę proteinową z włosa, zabezpieczoną stoperem! Złowiony jest bardzo żywotny i waleczny. Polskie raki to ‚pikusie’ przy nim. Mój ‚najlepszy’ dzień (o ile można tak powiedzieć ) to bagatela 9 złowionych raków na spławikówkę (Basingstoke Canal), wiele wyczepiło się podczas holu.

-Nie wolno ich wypuszczać – tak mówią przepisy – więc ja je wyrzucam w krzaki. Aczkolwiek ostatnio jeden z raków wyczołgał się z zarośli po prawie pięciu godzinach!

Na wielu łowiskach wyrządziły masę szkód, między innymi na Bury Hill Fisheries, gdzie w głównym jeziorze (Old Lake) dosłownie zeżarły lilie wodne. Russ Evans z którym rozmawiałem (menadżer sklepu na tym łowisku i słynny wędkarz) powiedział, że usunięto około pół tony raków i nic nie pomogło… Lilii już nie ma a raki dalej są. Ja w pewnym czasie rozpoczynałem łowienie od rzucania kawałków kiełbasy w różne miejsca po boku mego łowiska aby odciągnąć te kreatury…Teraz zrobiło się jakby spokojniej ale nie ma się co łudzić…
Co ciekawe rak sygnałowy ma wrogów. Karp i okoń są w stanie żywić się nim i podobno wyczuwaja kiedy raki zrzucają pancerze, ponieważ są wtedy smacznym i łatwym kąskiem. Okonie osiągają rekordowe wymiary tam gdzie właśnie występują raki, i to jest podobno tego przyczyną… Na jednym z  karpiarskich forów wyczytałem, że pomimo iż rak ‚ściąga’ przynety z haków to jeżeli pojawia się to jest duża szansa, że przyciągnie karpia, i to tego dużego.

Na koniec ważna refleksja – nie powinno się w ogóle sprowadzać nie rodzimych gatunków, ryzyko, że zadomowią się oddziaływując niekorzystnie na środowisko jest zbyt duże. Rak sygnałowy jest już obecny w Polsce, miejmy nadzieję, że nie okaże się tak ekspansywny jak w UK.
Polska jest krajem gdzie nie tylko sprowadza się gatunki obce ( przez hodowców na przykład), u nas się je celowo ‚wprowadza’ – jak na przykład ryby. PZW to sami ‚fahofcy’ – oni wiedzą lepiej… W Polsce zarybia się tołpygą która w USA jest prawdziwym koszmarem, na walkę z którym rząd wydaje milony dolarów. Tołpyga sie nie rozmnaża w Polsce ale przy zmianach klimatycznych gdzie w kwietniu pada śnieg i jeziora są skutem lodem, a w maju upały sięgaja już  ponad 30 stopni wszystko sie może zdarzyć. Czy warto ryzykować? Po co uczyć się na kogoś błędach, u nas Polak musi być mądry po szkodzie… W wielu okręgach więcej jest wprowadzanych obcych gatunków niż rodzimych. To nie jest mądre… Polityka brytyjskiej Enviroment Agency jest pod tym wzgledem wzorowa, szkoda tylko, że sandacz też jest gatunkiem inwazyjnym.

Tekst i zdjęcia: Lucjan @Luk Śliwa

Dodaj komentarz

Agencja Interaktywna:

Klub Polish Anglers Association (PAA) istnieje od 23 czerwca 2012 roku.
Wszelkie Prawa Zastrzeżone.
Kopiowanie artykułów i zdjęć bez uprzedniej zgody administracji portalu jest zabronione!
Copyright©2012-2014 www.polish-anglers-association.co.uk

Zaloguj się

or

Forgot your details?